Rozdział III
Pogrążony w pesymistycznych myślach dojrzał nagle za oknem jakiś żywszy ruch. Była to jego kuzynka, Karolina, która machała mu właśnie z przystanku. Ciekawe co ona tu robi – pomyślał. Karolina zamierzała wsiąść do jego autobusu, miał więc okazję się tego dowiedzieć.
– Co ty tu robisz? - zapytał bez powitania. Było to niezbyt grzeczne, zważając że ostatni raz widzieli się kilka miesięcy temu.
– A co ty tu robisz? - zaświergotała radośnie, wyraźnie ucieszona ze spotkania.
Argonat nie chciał być niemiły, po prostu uważał za głupie witanie się ze znajomymi ludźmi przy każdym spotkaniu. Dlatego wykazując dobrą wolę odpowiedział pierwszy na pytanie:
– Do szkoły tu chodzę – odrzekł lakonicznie.
– Do szkoły? - zapytała wyraźnie zdziwiona.
– No na studia. Co się dziwisz. Tylko tu mnie chcieli.
– Acha, a na co chodzisz?
– Twoja kolej.
– Też do szkoły. Do liceum.
– Tu? - zapytał wyraźnie zrezygnowany.
– Tu, a co? - zdziwiła się.
– Nie, nic.
Argonat podzielił się z nią kilkoma myślami, które go nawiedzały przed chwilą, gdy patrzył przez okno.
– Ale co ty chcesz? Tu jest całkiem fajnie – powiedziała.
– No chyba żartujesz! - wykrzyknął z oburzeniem. - Tyś tu w ogóle kiedyś chodziła po ulicy? - zapytał bez sensu, jakby sam przed chwilą nie widział.
– Ej, z tobą chyba jest coś nie tak. Przecież to jest normalne miasto, jest ruch, coś się dzieje. Są ludzie. Można z nimi pogadać – ostatnie słowo niemiłosiernie przeciągnęła, wpatrując mu się w oczy.
Aluzja została zrozumiana aż za dobrze. Argonat nie zrażając się tym, zaczął przez okno wskazywać jej różne przedmioty i obiekty, opisując je w najbardziej ohydny, zniechęcający sposób. Przy metalowej konstrukcji na reklamy stwierdził, że brakuje na niej tylko wisielców. Właściwie dziwi się, że ich tu nie ma.
– Gdybym miał tu mieszkać, z pewnością bym się powiesił.
– To po co tu do szkoły chodzisz?
– A, jakoś tak wyszło.
Argonat starał się zboczyć z tematu. Po 10 minutach zorientował się jednak, że jego kochana kuzynka potrafi rozmawiać tylko o szkole i tematach okołoszkolnych.
– Głupia baba – pomyślał i dodał głośno – Patrząc na ciebie utwierdzam się w poglądzie, że u bab jedyną treścią ich życia są obowiązki. Nie mają zainteresowań, jedyne co się liczy to to, do czego ktoś was zmusił. Chociaż nie, wy macie zainteresowania. Oprócz tego, że obracają się one głównie wokół szkoły, lubicie też obgadywać, dokonywać zbrodni na własnym ciele kosmetykami no i dyskutować o tym. - I o seksie – chciał jeszcze rzucić, ale postanowił użyć jakiejś oględniejszej metafory:
– Twoje zainteresowania są w całości wymienione na jednej z okładek kolorowych pism dla bab.
– A twoje wokół „ojej, jaki ten świat jest zdegenerowany i zły, jak mi źle, nie chce mi się żyć!”
I po chwili krzyknęła, może nieco za głośno:
– Powieście mnie na latarni! Hipochondryk jeden. Tobie nic nie pasuje, ale zupełnie nic!
Po zaniepokojonych twarzach pasażerów i kilku sekundach nerwowego dyszenia obojga Karolina postanowiła go zmanipulować, zmieniając zgodnie z jego życzeniem ugodowo temat rozmowy:
– Widziałeś nowego Matriksa? Podobno gorszy od pierwszej części.
– Nie, ale mam na płycie.
– To pożycz.
Argonat niezadowolony z przebiegu rozmowy zrobił głupi uśmiech i zapytał:
– A co ja z tego będę miał?
– Jak co? Uszczęśliwisz swoją kuzynkę. Przecież mnie lubisz, nie?
Wiedziała. Jak mogła nie wiedzieć.
– Kiedy jeszcze jeździsz tym autobusem? - zapytał zrezygnowany.
